Kontrowersyjne pytanie? Tak, i dodatkowo każdy powinien się zmusić do odpowiedzi. Jak co roku 11 listopada jest dniem nie tylko do świętowania uzyskania niepodległości. Oficjalne obchody, pokazy wojskowe, lekcje historyczne. Powinienem to być dzień refleksji i zastanowienia się czym jest ten nasz polski patriotyzm. Czy w kraju, tak mocno doświadczonym przez ideologię faszyzmu, nazizmu, masowych zagład ludności polskiej, żydowskiej, romskiej i wielu innych, które odbywały się na naszych terenach jest jeszcze miejsce na skrajnie nacjonalistyczne, antysemickie, ksenofobiczne marsze? Jaką ignorancją i skundlonymi myślami kierują się ludzie noszący transparenty jawnie nawołujące do przemocy wobec ludzi innej narodowości czy wyznania? I to wszystko jako marsz patriotów. Jezus Maria i na dodatek władza toleruje tego typu zachowania i więcej nie widzi w tym nic złego. A prawicowi dziennikarze do tego jeszcze rozpisują się o bohaterstwie w tego typu zachowaniach. Czułem takie ogromne obrzydzenie do tego chorego narodu. Wypowiedź rzecznika rządu, że państwo nie jest w stanie kontrolować napisów na transparentach no jakże żenujące. Tym bardziej, że w Konstytucji jest wyraźnie napisane, że propagowanie systemów nazizmu, faszyzmu i innych ideologii jest łamaniem prawa. Jest przestępstwem… Czy w tym kraju jeszcze jest szansa na normalność czy czarne demony zawładnęły umysłami ludzi tu mieszkających?

Minęło kilka tygodni. Długo się zbierałem, żeby coś napisać. Jesień za oknami, szaro, ciemno, czasem słońce pojawi się zza chmur, tak jakby chciało przypomnieć, że tam daleko jeszcze istnieje. A w tej jesiennej aurze to wszystko Tak wolno płynie. Tylko na czas pora roku nie ma wpływu. On, jak zawsze niestrudzony, biegnie szybko. Przecież dopiero co był wrzesień. Nie tak dawno październik A teraz już listopad. I tylko chwila i grudzień. Najpierw mikołajki a później już tylko patrzeć święta.

W tym roku święta będą w pracy. Tak to wypadło, że są w niedzielę. A moja kolej przypadła do tych świątecznych dyżurów. I tak dwa dni, bo niedziela i poniedziałek czyli też pierwszy dzień świąt, będę w pracy 48 godzin. Trochę to tak zawsze dziwnie siedzieć samemu w tym pokoju zwłaszcza w ten dzień. Jednak w pewien sposób unikam konieczność „biesiadowania”, czasem takich wymuszonych gestów. Nigdy nie stworzę, w katolickim rozumieniu, funkcjonalnej jednostki społecznej jaką jest rodzina, stąd też może nie jestem tak bardzo związany z tą tradycją. Mój pojedzie do swoich rodziców, wróci drugiego dnia, ja już też będę po pracy i spakujemy nasze małe walizki i pojedziemy razem do dalekich krajów. Trochę odpocząć, nabrać nieco ciepła, by potem wrócić.

Jest jeszcze taka druga strona tytułu. Jakiś czas temu pewna myśl o emigracji tliła się, jakby czekając czy na ugaszenie albo na wzniecenie ognia. I chyba stało się to drugie. Jest jakaś granica wytrzymałości. Do pewnego momentu można znosić obrazy, drwiny. Można biernie przyglądać się temu co się dzieje. Można działać czynnie tylko trzeba mieć narzędzia. Na pierwsze to ile jeszcze tak trwać, a na drugie trzeba mieć czym. Nie chcę dokładać do budżetu państwa podatków, które sponsorują 500+, spłaty kredytów zaciąganych bez zastanowienia przez mało ogarniętych życiowo ludzi. A do tego jeszcze dalej być łupionym przez skrajnie socjalistyczny system państwa pod postacią coraz wyższych składek ZUS dla tych, którym nie chce się robić. Druga sprawa duszno mi w tym kraju. Duszno od tej wszechobecnej i wszędobylskiej głupoty. Takiego propagandowego spojrzenia na rzeczywistość. Produkcja masowego zidiocania ludu trwa pełną parą. Nie chcę być zakładnikiem domu wariatów, w którym to normalni siedzą w pokoju bez klamek a ameby dowodzą. Od grudnia nauka języka już na poważnie, bo z tym nie ma co czekać.

Polska miała swój dobry czas i już więcej mieć go nie będzie. Teraz tylko gorzej. Nikt tu nikogo nie szanuje, mówią z trybun sejmowych „niech jadą”. I owszem, nic tu chyba mnie nie trzyma. Nie sądziłem, że kiedykolwiek taki wariant stanie się rzeczywistością.

Wczoraj zdałem

Brak komentarzy

2 października, chyba szczęśliwą datą pozostanie. Bo wreszcie, po roku czasu intensywnej nauki i kilku próbach udało się przejść przez pierwszą część egzaminu. Jednak pozostaje jeszcze druga czyli egzamin ustny. Ciekawe w jakiej formie będzie przebiegać w tym roku. Zdało sporo osób jak na dotychczasowe doświadczenia z tym egzaminem. Bo na 62 osoby zdające to 15 osób musi przystąpić jeszcze raz. Może część z nich czeka jeszcze na wynik europejskiego. Oby się im udało.

Druga, jeszcze nie rozwiązana sprawa, to miejsce egzaminu ustnego. Ma się on zacząć po 6 listopada. Mówiono o 3 komisjach, choć podejrzewam, że pewnie będzie ich więcej. W tym tygodniu ma zapaść decyzja co do przydziału. Oby i ten też był sprzyjający i szczęśliwy.  Na razie pozostaje nauka.

I kolejna sprawa, podpisałem dziś umowę o pracę od poniedziałku do środy. Póki co tyle. Jak już zamknę rozdział egzaminacyjny to wówczas więcej. Wtedy jeszcze może uda się wyskoczyć na krótki odpoczynek po tym wszystkim. Nie mam za bardzo koncepcji gdzie. Bo jednak czasu nie będzie dużo a dwa też trochę fundusze ostatnio były nieco nadszarpnięte. Jednak nauka była na pierwszym miejscu i na zarobkowanie nie mogłem sobie pozwolić, właściwie tylko w ilości minimalnej, by opłacić składki, podatek, auto i wszelkie rachunki.

Czuję, że trochę wszystko się zaczęło otwierać, może jeszcze tak z pełną ulgą odetchnąć się nie da ale już niebawem będzie po wszystkim i wróci pewne poczucie normalności. Oby jak najszybciej.

Ostatnie dni w kraju znowu niespokojne. Całość tak obrazuje taką sytuację jak ktoś mieszka na parterze, zamyka drzwi by je zabezpieczyć ale zostawia otwarte okno. Patrzę że smutkiem na ten kraj, z dużym sentymentem, taką swego rodzaju wiarą, że przez te prawie już 30 lat życia w wolnym, państwie, zbudowanym na filarach wolności, równości, demokracji zdołało wykształcić w społeczeństwie te najlepsze cechy, poszanowania prawa, poszanowania dobra wspólnego a przede wszystkim poszanowania i respektowania Konstytucji i widzę, że chyba do niczego nie doszliśmy. Właściwie to ja nie mam żalu do PiS, do Prezydenta. To bardziej taki żal do ludzi, do społeczeństwa. Choć w sumie czy można było się spodziewać innego obrotu spraw. Podatność na populistyczne hasła w Polakach chyba była zawsze. Niby powinniśmy być mądrzejsi a rzeczywistość wydaje się być bardzo szara. Brakuje świadomości zagrożeń, wynika to tylko z braku wiedzy, a wystarczy tylko chcieć. Ale spokojnie życie, z Facebook-iem, Twitterem, zakupami, chyba też dobrobytem, pełnymi półkami w sklepie uśpiło czujność. A gdy ona została uśpiona wprowadzono oknem armię ludzi, którzy z wspólnego dobra zrobili sobie prywatę. I o dziwo wielu ludziom się to podoba. Nie wiem do czego to prowadzi. Właściwie kiedyś myślałem, że nic mnie w życiu już nie zaskoczy. A zaskoczyła mnie niedojrzałość społeczeństwa. Jak długo będzie niedojrzałe? Chyba bardzo długo. Może tak samo chce, może to wygodne, bo tak najłatwiej. Tylko nie wydaje mi się, że można postawić znak równości między wolnością a zniewolenie umysłów i hodowlą istot bezmyślnie łapiących tanie hasła. Nie chcę być częścią takiego społeczeństwa.

TeFałPe

Brak komentarzy

Wczoraj wieczorem, o godzinie 22 zmuszony niejako byłem do obejrzenia miernych wymiocin, przepraszam – wypocin, propagandy PiS. Mianowicie chodzi o program w tyle wizji. Celowo nie używam dużych liter, jak to na tytuł przystało i by być w zgodzie z ortografią i zasadami języka bowiem na dużą literę to trzeba sobie zasłużyć. Propaganda propagandą, w większości przypadków bardzo dużo osób wie, że tylko na tym jednym oparto telewizję publiczną ale ilość nienawiści, kłamstw, takiego swego rodzaju podżegania do nienawiści to przez 30 minut jeszcze w życiu nigdzie nie słyszałem i nie widziałem. A druga sprawa – dzwonią tam osoby często spoza granic państwa i deliberują na tematy zadane, zwłaszcza jak to wszystko powinno się zmienić i jaką ta Polska przez to jest wspaniała. A ja po pierwsze zapytałbym się ich, że skoro ta Polska jest taka wspaniała to czemu tu nie wrócą A sprawa druga, trochę kontrowersyjna ale w ogóle jakim prawem wypowiadają się na te tematy ludzie, którzy tu już od lat nie mieszkają, praktycznie nic ich tu nie łączy, poza obywatelstwem i co więcej jakim prawem ta cała Polonia zgotowała zwycięstwo wyborcze PiS. Siedzą w innych krajach, zarabiają dyktat w obcych walutach albo euro, żyje im się dobrze a śmią jeszcze mówić w moralizatorskim tonie, że tę „chorą zmianę” trzeba popierać. Zapraszamy Was tu wszystkich, proszę bardzo. Dla każdego coś się znajdzie, pani sobie znajdzie pracę w biedronce, dla pana strzyżenie trawników… No las rąk, samoloty winny być pełne i ciekawe czemu tak nie jest. Zwracam się z taką małą prośbą. Jeśli już jesteście państwo gdzieś daleko, macie tam swoje domu, rodzinę, pracę to nie wpieprzajcie się w tutejsze sprawy. Zły to ptak, który do swojego gniazda załatwia swoje potrzeby. Srajcie u siebie a nie tutaj. Bo przez takich jak wy, my tu mamy piekło na ziemi.

Zastanawiam się od pewnego czasu czemu pewna, i chyba dość wąska grupa społeczna jest w stanie kompletnie zdemolować ład prawny i podstawę funkcjonowania państwa. I co takiego się stało, że tak dużo złych rzeczy dzieje się właściwie bez większego wydźwięku w ludziach. Czy to nie jest dowód na to, że jesteśmy koszmarnie słabym i niewyedukowanym narodem, który kompletnie nie ma świadomości swojego bytu. I taka refleksja, że za łatwo zyskaliśmy wolność, zbyt proste było odejście od poprzedniego ustroju, nie okupione było ogromnym wysiłkiem. I chyba teraz tego większość nie szanuje. Jest takie powiedzenie, łatwo przyszło, łatwo poszło. Oby tak właśnie się nie stało z tymi ideami demokracji, wolności i równości. Że jak łatwo je dostaliśmy Tak jeszcze szybciej je stracimy. Już dużo straciliśmy, krok po kroku, z każdym dniem będzie tych spraw więcej. Aż w końcu ludziom przyjdzie się zmierzyć z totalnym zawładnięciem umysłów, własnej woli i świadomości. Tylko czy komukolwiek na tym zależy, żeby być wolnym. Wówczas radośnie z frazesami na ustach ludzie będą szczęśliwi, że faktycznie komuna wróciła.

I po egzaminie i przed kolejnym. Ogólnie źle. Egzamin bardzo trudny. Pytania bardzo wnikały w szczegóły, czasem wręcz jak przypisy do przypisów. Nie nastawiam się pozytywnie. Gdyby wszystkim poszło źle to szanse są większe. Teraz kolejne dwa tygodnie i ten polski egzamin. I nie wiadomo znowu jak się ustosunkować do niego. Czy znowu będziemy świadkami ułańskiej fantazji układających pytania? Podejrzewam, że tak. Owszem pytania same w sobie zrozumiałe ale odpowiedzi do nich – to tak jakby cofnąć się do lat szkolnych, do lekcji języka polskiego i analizować wiersz – co autor miał na myśli i co chciał przekazać. Czy tym razem zdawalność będzie na poziomie 10-15%?

Ostatnio nie piszę tak często, w sumie ta sama „bylejakość” się przewija. Fakt niestety nauka do egzaminu zabiera mi większość czasu z całego dnia, ale trochę poczytam i podglądam, żeby wiedzieć w jakie bagno ciągnie nas polityka pisuarów.

Ostatnim hitem są te czarne billboardy. A tam jakieś napisy w stylu czy chcesz żeby było po staremu. Ogólnie rzecz biorąc to tak, platformo wróć, bo może rewelacyjnie też nie było, ale jednak tyle wstydu to nam mało który rząd przysporzył.

Tak też się zastanawiam czy to, co widać dziś w polskim społeczeństwie to jednak prawdziwy obraz Polaka. Parę lat temu wydawało się, że tej zawiści, obłudy, podziałów nie było. Ale to tylko się wydawało, bo nie dopuszczano takich ludzi do debaty. A dzisiaj, taki mamy obraz Polaka, jak z dawnych lat. Myślę że wreszcie trzeba skończyć z tym mitem. A mity… Jest jeden film o tytule „Dzień świra”. Kiedyś, jeszcze parę lat temu zupełnie nie wiedziałem o co w nim chodzi. To sławne powiedzenie co autor miał na myśli. Po paru latach do tego filmu dojrzałem. Obraz Polski i Polaków, tego jak bardzo zatruwamy siebie na wzajem, ta w prost genialna scena, kiedy politycy szarpią flagę z orłem, wykrzykując, że każdy chce coś ugrać dla siebie, że komuś się coś więcej należy i efektem tej przepychanki jest trzask rozdartego materiału, z którego kapie krew. I jedną z ostatnich scen, wieczór, ludzie stoją na balkonach blokowiska, jednym głosem w poważnej atmosferze odmawiają modlitwę:

„Gdy wieczorne zgasną zorze,
Zanim głowę do snu złożę,
Modlitwę moją zanoszę
Bogu Ojcu i Synowi:
„Dopierdolcie sąsiadowi!
Dla siebie o nic nie wnoszę,
Tylko mu dosrajcie proszę.”

Kto ja jestem? Polak mały
Mały, zawistny i podły.
Jaki znak mój? Krwawe gały.
Oto wznoszę swoje modły
Do Boga, Marii i Syna:
„Zniszczcie tego skurwysyna
Mego brata, sąsiada,
Tego wroga, tego gada.”

„Żeby mu okradli garaż,
Żeby go zdradzała stara,
Żeby mu spalili sklep,
Żeby dostał cegłą w łeb,
Żeby mu się córka z czarnym
I w ogóle żeby miał marnie,
Żeby miał AIDS-a i raka.”
Oto modlitwa Polaka.”

Pytanie czy tak właśnie ma zostać, na zawsze. Czy naród ma mieć zgorzkniałą, pełną nienawiści, różnych fobii, kompleksów twarz?

16 września o tej porze pewnie już będę w drodze na dworzec, wracając z egzaminu. W jakim nastroju – to się okaże. Zazwyczaj podchodzę z chłodnym optymizmem. Niestety życie pokazuje, że każdy rodzaj podejścia nic nie daje. Idąc z pełnym optymizmem i pewnością siebie jest złym pomysłem. Popada się wówczas w entuzjazm, który nie pomaga. A na drugim biegunie poczucie totalnego pesymizmu i przeświadczeniu, że nic się nie umie działa demotywująco i paraliżuje. Zatem lepsze podejście pośrednie – oby już ostatnie i już więcej w życiu do żadnych egzaminów nie podchodzić. No, oprócz jednego. Ale to już taki egzamin, na który chcę pójść, z języka czeskiego, który odbywa się na Uniwersytecie Karola w Pradze. Chwilowo nieco spowolniłem tempo nauki języka. Są rzeczy ważne i ważniejsze.

A co później… 2 października termin egzaminu państwowego. Podejście nr 2. I tu też liczę na ostateczne rozwiązanie. Nie mam już siły na to. Można gadać truizmy o ogromnej wiedzy, umiejętnościach, poświęceniu… Ale na litość boską ile. 6 lat studiów, rok stażu, 6 lat specjalizacji. I to nie jest tak, że przez te 13 lat to tak się można prześlizgnąć, jak to niektórym się wydaje. To jest wysiłek, który sam się nie zrobi. To jest codzienna nauka w ilościach ogromnych. Niezliczone egzaminy, testy, pytania, czasem niekiedy po 12-13 razy w kółko. Niektórzy tego doświadczyli, jak prowadzący zajęcia pytają do pierwszego błędu. Potem siadaj „dwa” i na następnych zajęciach ponownie. Te 6 lat studiów było cholernym pasmem upokorzeń. Trudy usłane rezygnacją z prywatnego życia, z kontaktów ze znajomymi, z możliwości wyjazdów na wakacje. Jeden miesiąc zawsze był zarezerwowany na praktyki, więc to nie jest tak, że wakacje na studiach trwały 3 miesiące. A potem bywały poprawki, zazwyczaj we wrześniu. Nie znałem nikogo, kto choć raz przez cały ten okres nie miał egzaminu poprawkowego. Nie było możliwości opanować wszystkiego, co obowiązywało w danym roku. Kiedyś że znajomymi doszliśmy do wniosku, żeby zdać jedno, trzeba nie uczyć się do drugiego. Patrząc na to obiektywnie – nie tak powinno to wyglądać. Potem staż, to nie był głupawy okres. Bo owszem to już czas normalnej pracy. Ale trzeba było uczyć się dalej, bo w bardzo bliskiej perspektywie był egzamin, od wyniku którego zależało, czy dana osoba podejmie tą wymarzoną specjalizację, czy zostaną mu resztki ze stołu pańskiego. I wreszcie czas kolejnej nauki – 6 lat specjalizacji. Początki były strasznie trudne. Czasem miałem wrażenie, że zachowuję się jak słoń w składzie porcelany – nic nie umiem, nic nie wiem, nic nie jestem w stanie zrobić. I wówczas refleksja, po co w ogóle były te studia. Skoro minione 7 lat właściwie nic nie dały. Niezupełnie było to prawidłowe spojrzenie. Jednakże praca w kierunku anestezjologii i intensywnej terapii jest czymś, gdzie trzeba mieć szeroką wiedzę, na czymś trzeba ją budować. I co… Do książek bracia i siostry. Bo lata lecą a egzamin nim się obrócisz a już będziesz go pisać.

Warto napisać o takim zderzeniu dwóch światów. Świata akademickich nauczycieli – lekarzy, chemików, biologów, diagnostów i świata tych samych osób tylko w wydaniu roboczym, czyli tym takim szpitalnym. Zderzenie to nawet mało powiedziane. To była kolizja. Nagle po wyjściu poza mury uczelni, poza te opasłe tomiska zobaczyliśmy, że są wśród nas ludzie z zupełnie innym podejściem. Na uczelni niestety pasowało koszmarne chamstwo, wykładowcy i asystenci traktowali nas jak takie bydło, szukając jedynie możliwości co by tu jeszcze zrobić, żeby ich wyłożyć. A potem, z niedowierzaniem zobaczyłem świat ludzi, którzy pomagają, pytają się czy mamy jakiś problem, wręcz prowadzili nas jak dzieci. Jeśli coś było źle to nikt nikogo za drzwi nie wyrzucał. Tak, też były niejednokrotnie sytuacje rzucania na głęboką wodę. Miało to tylko miejsce gdzie już była pewność, wśród starszych kolegów, że damy sobie radę, choć my sami w to wątpiliśmy.

I po tylu latach znowu przyszło się zderzyć z tą akademicką rzeszą ludzi. Egzamin. 120 pytań, 2 godziny i 20 minut. Pytania, jakby były wyciągane z tych egzaminów sprzed lat. Czasem się zastanawiam czy one mają sprawdzić wiedzę i wiadomości czy to czasem nie jest egzamin z języka polskiego albo nie wiadomo z czego. Bo, wbrew opinii konsultantów czy to krajowego, czy wojewódzkich, nie uważam, że ludzie się nie uczą. Jak wytłumaczyć fakt, że co pół roku egzamin zdaje mniej niż 10% przystępujących? Gdy w tym samym czasie w innych specjalnościach trend jest zupełnie odwrotny.

Zastanawia mnie zawsze jedno. Czy nie ma tu wpływu pewnych sił. Jedna to utrudnianie wejścia do rynku pracy nowym specjalistom, bo wszak ktoś z nas zajmie miejsce innym, czy też dochodzą tu wpływy polityczne, bo specjalistom trzeba więcej zapłacić. Czy jest jeszcze kolejne dno tego problemu, o którym ja albo inni nie wiedzą.

Czas pokaże co będzie. Chciałbym być już po wszystkim. Wreszcie stanąć na nogi. Wypadałoby mając 33 lata. Bo ludzie po wszystkich innych studiach mają już wiele, a my niczego nie możemy osiągnąć.

Kolejny dzień roku, pierwszy dzień miesiąca. Przeważnie dla wielu ludzi, nie tylko Polaków to dzień bardzo istotny. Większość zaczyna w ten dzień rok szkolny. Ale jeszcze większa ilość osób w ten dzień pogrąża się w zadumie. 1 września 1939 roku wybuchła II Wojna Światowa. Jedną z najbardziej krwawych, przepełniona koszmarem krzywd, cierpień. Tragedia ogromnej ilości ludzi – miliony zabitych, uwięzionych, torturowanych. Brutalność wykraczająca poza ludzkie rozumowanie odbywała się za drutami kolczastymi dziesiątków obozów koncentracyjnych. I zamiast ten dzień obchodzić z ogromną powagą, uszanowaniem pamięci osób poległych, walczących w wielu krajach, różnych narodowości, różnych wyznań, pamięci tych, co zginęli z powodu totalnie beznadziejnych ideologii, a jakże destrukcyjnych w skutkach to znowu cały czas to samo. Wszędzie węszy się spisek, obrzuca się oskarżeniami. Czy nie piękną sprawą by było obchodzić ten dzień, mając na uwadze te 6 lat, stracone życie milionów istnień ludzkich, jako motyw do budowania porozumień, wzajemnego szacunku i poczynienia wspólnego wysiłku, żeby już nigdy ludzkość nie była świadkiem takiego biegu historii a nawet i gorszego? Czy to jest takie trudne, czy tak trudno jest ludzi łączyć? Jak długo jeszcze będziemy świadkami tak parszywej postawy władz pod kierunkiem PiS? Ja się na prawdę boję o przyszłość tego kraju, o przyszłość nas wszystkich. Czy my Polacy już tak bardzo zidiocieliśmy? W mądrości siła, nie w głupocie. Jak patrzę na te zakłamane facjaty, premier, prezydent, ministrowie, posłowie, które aż goreją z nienawiści, wypluwają potok pogardy, falszują historię by wykorzystać ją do własnych celów, bluzgają na wszystkich to ja nie wiem, czy to jeszcze jest Polska. To coraz bardziej robi się taki obcy kraj. Nie tylko obcy w Europie. Ona staje się obca dla swoich obywateli. Ponoć zdecydowana tu większość ludzi to katolicy. Ja się pytam gdzie oni są? Niegdyś Diogenes w biały dzień chodził po ulicach z latarnią. Zapytany przez przechodniów co robi, miał im odpowiedzieć, że szuka człowieka. Było to ponad 2300 lat temu. I dzisiaj stoimy w tym samym miejscu, znowu szukać przyszło człowieka i katolika, tego prawdziwego chrześcijanina. Czy ta agresja już na zawsze pozostanie i wpisze się do codziennego użytku? Czy ta władza nie ma już nic do zaoferowania oprócz kłamstw, wiecznych awantur, konfliktów tu i poza granicami. Dążenie do destrukcji staje się jedynym celem na utrzymanie władzy. Władzy samej w sobie. Władza nie jest czymś przyrodzonym. Władza to zaufanie, którą obdarza się ludzi, by stali na straży wartości, godności, ładu społecznego, dbania nie tylko o kulturę naszą ale także szacunek dla innych. Jak Polska i Polacy mają być szanowani skoro nie jesteśmy w stanie uszanować innych. Władza to także odpowiedzialność za los własnych obywateli i innych krajów. Niezgoda zawsze rodziła konflikty zbrojne.

Nie potrafimy się już, po tych dwóch latach rządu PiS, szanować na wzajem. Czy ideologia PiS stała się takim nowotworem społecznym i jak trucizna rozprzestrzenia się na wszystkich i wszystko, każdą najmniejszą dziedzinę życia? Czy wreszcie nie ma na nią lekarstwa.

Naród Polski przeżył bardzo wiele. Dzieje naszego dobra wspólnego, jakim jest ten kraj – nasz dom – nie był usłany różami. Gdzieś zawsze gubiła nas ta duma, pycha i przekonanie o niesamowitej wartości. Ale mimo wszystko, gdy działo się źle potrafiliśmy stanąć razem. Historia powinna nas uczyć, że drogą rozwoju to wspólnota. Wówczas ludzie są silni. To co dziś obserwuję to taka fragmentaryzacja i rozkład społeczny. Oczywiście wszystko otulone zmodyfikowany i wykoślawionym pojęciem patriotyzmu, wstawaniem z kolan, mitologizacją antybohaterów i wynoszeniem ich na sztandary. A gdzieś w tym wszystkim zgubiono człowieka, tak jakby był niepotrzebny. Wrogowie ojczyzny, zdradzieckie mordy, ubeckie wdowy, postkomuniści, do tego jeszcze lewacy. Może czas to wszystko przemyśleć i szukać ich w szeregach PiS. Bo póki co największą siłą demolującą pozycję Polski na świecie jest właśnie ta partia. I tu już chyba nawet Kościół zaczyna się wypowiadać, powoli, nieco asekuracyjnie, że obrany kierunek to kurs kolizyjny. Jeszcze czas na zmianę, choć jest go coraz mniej. Później odwrotu nie będzie.

W ten dzień chciałbym uczcić pamięć ofiar całej Wojny, bo ginęli zarówno Polacy, Żydzi, Romowie, ale także Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy, Rosjanie i wielu innych. Nie zawłaszczajmy tego dnia tylko dla siebie i nie róbmy kabaretu politycznego na grobach zmarłych. To takie podłe, takie nieludzkie i aroganckie. To taki dzień, który powinien motywować do lepszego. Bądźmy codziennie lepsi, rozważniejsi. Naród, który nie pielęgnuje swojej kultury, nie pamięta o swojej historii, nie istnieje. Pozostaje reliktem, ruinami. Czy tego chcemy?


  • RSS